Korespondencja Jana Pocka
ze Stanisławem Buczyńskim
DONAT NIEWIADOMSKI
Wielu pisarzy chłopskich, tworzących po II wojnie literacki ruch ludowy, odeszło już z tego świata; m.in. Jan Pocek (1917-1971) i Stanisław Buczyński (1912-1982). Śmiało można przy tym powiedzieć, iż obaj są wielkimi nieobecnymi. Miejsce ich w autorskiej literaturze ludowej jest bowiem wyjątkowe – są uważani za jej najwybitniejszych przedstawicieli Pocek, zwany przez niektórych krytyków „księciem poetów ludowych”, jest powszechnie widziany w roli patrona chłopskiego pisarstwa. Buczyński również doceniał wartość jego dokonań, choć miał też świadomość własnej szczególnej pozycji W liście skierowanym do mnie z Kolorowa (datowanym 14 kwietnia 1980 roku), stwierdzał: „Twórczość Pocka cenię wysoko, to jest mistrz polnych kolorów i ma oddzielne miejsce w naszej literaturze ludowej. Ja jestem sobą, idę po innej drodze, po której nie chadzał Pocek Ja piszę dla chłopów, nie staram się o metafory, swoją prostotą chcę wejść między chałupy”. W liście do Heleny Chłopek zwierzał się: „Dobrze, że ma Pani tom wierszy Pocka. Tylko jaki? Może ten w opracowaniu pani Aleksandrowicz? Pisze Pani: << niektóre wiersze mi się podobają>>. To mało. Wszystkie wiersze Pocka są cudowne. To mistrz wśród poetów ludowych. To chluba naszej twórczości”. (Szczawno, sierpień 1980 roku). Tak więc nie ma tu żadnej zawiści Jest natomiast szacunek jednego wielkiego poety do drugiego. Pocek i Buczyński poznali się w latach sześćdziesiątych. Nie spotykali się jednak zbyt często. Obu trawiły choroby, obaj żyli w ciężkich warunkach materialnych, obaj nie byli za życia nadmiernie doceniani przez macierzyste środowiska społeczne. Kontakt między sobą utrzymywali głównie poprzez listy. Wymieniali też swoje tomiki poetyckie. Przeglądając gruntownie archiwum domowe Buczyńskiego, udostępnione mi przychylnie przez jego syna Macieja, spotkałem m.in. tomik Pocka Malwy, opatrzony jakże prostą a zarazem ekspresywną dedykacją: „Stasiowi – Jasio”. Odnalazłem tam również listy Pocka do Buczyńskiego. W lubelskim Muzeum Literackim im. J. Czechowicza, przy życzliwej pomocy kierowniczki tej placówki – mgr Ewy Kudelskiej-Łoś, dotarłem z kolei do korespondencji Buczyńskiego, skierowanej do twórcy z Kalenia. W sumie skompletowałem zestaw epistolografii, składający się z dziewięciu listów Buczyńskiego (z lat 1965-1970) i siedmiu listów Pocka (także z lat 1965-1970). Teraz, podając owe listy z rękopisów, chciałbym przedstawić dzieje tej niezwykłej korespondencyjnej przyjaźni
List Stanisława Buczyńskiego
do Jana Pocka
Hrubieszów, dnia 5 stycznia 1965 roku
Mój Drogi Przyjacielu!
Pozwól, że Cię tak nazwę, bo naprawdę czuję sercem, że jesteś mi bardzo bliski i z tej samej gliny ulepiony. Łączy nas przede wszystkim wielkie umiłowanie wsi, radość trudu chłopskiego i rozeznanie mocy chłopskiej. W Twoich pięknych strofach aż dymi miłość do chłopskich chałup, kiełkujących zbóż i tęsknicy idącej polem. Piękne są Twoje wiersze, grają w nich te nuty, co człowieka robią lepszym, uśmiechniętym, pełnym nadziei i spokoju. W Twoich utworach jest pełno dostojności, jakiś drżeń co każą sercem wgryzać się w ziemię. Ja, kiedy mi jest źle, kiedy mi jest smutno, zawsze uciekam się do Waszych utworów, wchłaniam je całą piersią, krzykiem stęsknionej duszy. I jest mi wtedy lżej, cieplej, wtedy czuję, że jestem. […]
Moja poezja jest inna. Ale nie chcę jej tu omawiać. Chciałbym w nią rzucić ogrom mojego serca, bój i walkę, dni jak cięcie kosy, zgrzyt młotów i pługów, skiby swojskiego chleba, drzwi do chałup jak wrota stodoły, malwy i bzy pod oknami; chciałbym rzucić moją poezję najprostszym ludziom, w najprostszych słowach. Ludziom o rękach spękanych, z serdecznym potem na czołach, ale idących z pieśnią na żniwa. Chciałbym, by każde słowo w moich wierszach było zamachem kosy, zapachem chleba na szerokiej ławie chłopskiej.
Chciałbym się dowiedzieć jak żyjecie i co tam macie na warsztacie. Jak ze zdrowiem, czyście już chałupę wykończyli, czy coś wydajecie drukiem. Jesteśmy osamotnieni, trudno nam dziś coś drukować, bo jak twierdzi dzisiejsza krytyka literacka, skazani już jesteśmy na wymarcie. Może i tak. […] Więc jeśli mamy już odejść, odejdźmy godnie, i choć może ostatni, ale niech słowo nasze ostatnie będzie jak ziarno dojrzałe. Dusze ludzi prostych są przy nas, przy naszej prostej poezji. […]
U mnie jak to u mnie. Dobrego nic, złego dużo. Zmian na lepsze nie widzę. Jestem bez pracy i utrzymuję rodzinę z 1,35 ha ziemi, do której dojeżdżamy 20 km z Hrubieszowa. Poza tym nie posiadam ani wołu, ani osła, ani żadnej rzeczy, która jego jest. [… ]
Całuje Was mocno i łączę pozdrowienia dla całej rodziny
Stanisław Buczyński
Piszcie!
List Jana Pocka
do Stanisława Buczyńskiego
Kaleń, dnia 16 lutego 1965 roku
Drogi Kolego!
List Wasz otrzymałem. Sprawił mi on wiele radości, gdyż nadszedł w ten czas, kiedy było mi źle, smutno i jakoś boleśnie – słowem znajdowałem się w głębokiej duchowej depresji. Nie będę Wam tłumaczył tego stanu, gdyż dobrze go znacie. Obaj dobrze znamy ten „ból poetów”. Czytając słowa Waszego listu odczuwałem rodzącą się we mnie radość, że gdzieś tam znalazła się bratnia dla mnie dusza, tak samo cierpiąca, tak samo radująca się.
Waszą poezję znam dobrze, nie tylko to co się ukazało po wojnie, ale i to co ujrzało druk między wojnami. Czytałem gazety i spotykałem Wasze wiersze, a nawet je recytowałem na różnych akademiach młodzieżowych, ale sądziłem, że jesteście człowiekiem wykształconym, tak jak Olcha, Piętak czy Czernik -słowem, że jesteście poetą chłopskiego pochodzenia. Toteż na zjeździe w Nałęczowie zdziwiłem się ogromnie, kiedy dowiedziałem się, że jesteście samoukiem i Wasza poezja, którą bardzo ceniłem i kochałem, stała mi się jeszcze bardziej bliską i bratnią. Kocham ją za jej siłę, za płomień, za wiarę w lepsze jutro. Nie ma w niej nic z roboty „na zimno”, czego tak wiele jest w utworach naszych kolegów.
Pytacie, jak żyję. Wiele by o tym pisać. Ale wyjaśnię to jednym zdaniem: „jestem dziedzicem na kłopotach”. Ze zdrowiem u mnie niewyraźnie. Ale chyba nic poważnego. Zresztą, nie bardzo jest czego żałować, na tym świecie pełnym cierpienia i cierpienia, smutku oraz samotności. Zgasła już we mnie wiara, że coś jeszcze zdołam wydać drukiem. Czasy nie są ku temu sprzyjające. Odpychają nas jak mogą. Podobno ma jeszcze wydać antologię poeta Szczawiej. Ale mnie jakoś trudno w to uwierzyć. Czy wysłaliście mu swoje utwory? O ile co się ukaże, to sporo wody w Wiśle upłynie. Ja nie wierzę, że poezja naszego typu (nazwijmy ją samorodną) umrze, zagaśnie, zniknie z oblicza ziemi. To nieprawda.
Ja wierzę, że będzie żyć dotąd, dopóki będą istnieć chłopi. Nikt jej nie zdoła zadeptać, nikt nie zdoła zadać jej śmierci. Bo ból, cierpienie, radość i samotność domagają się zawsze z siłą o pieśń. Nikt nie może przekreślić prawa ludzkiego ducha. Dzisiejsza krytyka literacka zaciera dłonie z radości, że my już jesteśmy ostatnimi „bardami”, a twórczość nasza nie ma żadnej wartości. To fałsz. To nie z naszej chłopskiej poezji, ale z ich bełkotu śmiać się będą przyszłe pokolenia. Więc drogi Ko